Ej, >> poniedziałek, 25 maja 2009 19:55:39

Dawno nie pisałam. Ale ile się wydarzyło. Obiecuję że odrobię. Może :) Notka nowa za parę dni!
komentarze [1]

Rozwydrzone dzieciaki >> wtorek, 18 listopada 2008 19:48:06
Na świecie istnieją różne grupy spoleczne.

Jedną z nich są rozwydrzone dzieciaki.

Ich rozpoznawczym zachowaniem jest

obrażanie i wyśmiewanie z ludzi.

Nie obchodzi ich to, że kogoś obrażają i sprawiają przykrość.

Nie widzą tego, że są zlymi i unikanymi osobami.

Widzą tylko siebie i swoje potrzeby.

Uważają się za najważniejsze osoby.

Nie zawsze jest to ich wina.

Rodzice ich może nie poświęcali im tak dużo czasu

jak innym dzieciom.

Tacy ludzie prubowali być w końcu w centrum uwagi.

Wpadly w zle towarzystwo i bum, dolek.

Aby wyjść z takiego dolka trzeba zacząć naprawiać swoje zachowanie

i zaimponować innym koleżeńskością wobec ludzi.

To na pewno wszystkich pozytywnie zaskoczy!

Wszyscy zmienią zdanie na temat tej osoby.

Pamiętajcie, że jeżeli spotkacie takie osoby spróbujcie im pomóc.

Nie oceniajcie ich pochopnie.

Może taka osoba zostanie nawet twoim najlepszym przyjacielem!
komentarze [1]

Prawdziwe Problemy , >> środa, 24 września 2008 15:54:50
A Wam? Co jest? Zaboli brzuszek i do lekarza...

Tak przynajmniej jest w mojej szkole, a przede wszystkim klasie. Dziewczyny z paczki nawzajem się nakręcają, gadając w kółko: ,,Źle mi się oddycha”, ,,Rany, jak mi słabo” albo ,,Och, niedobrze mi, a Tobie?”. No i po co tak?

Przecież to w ogóle nie zmartwienia! Co ma powiedzieć chłopak z mojej szkoły, który dowiedział się niedawno, że ma białaczkę? Co o n ma zrobić? Wiadomo, nikt z kolegów i koleżanek go nie zrozumie! Jego dni są policzone, a nawet gdyby cudem udało mu się przeżyć, ma zmarnowane całe życie!!!

Boże, czy ludzie nie mogą tego zrozumieć?!

Tylko by stale narzekali na reumatyzm, na nerki...

Ja rozumiem, to okropny ból, ale czy można go porównać ze świadomością, że zostało ci parę miesięcy życia?

No, pomyślcie sami.

Bo wy sobie teraz czytacie tę notkę, a mnóstwo ludzi w tej właśnie chwili umiera.
komentarze [0]

Mundurek zabija indywidualność >> środa, 17 września 2008 13:10:07
Jako starsza siostra mojej młodszej Magdaleny zostałam we wtorek poproszona o zastąpienie naszej rodzicielki na pierwszym w tym roku zebraniu. Nie za bardzo było to zgodne z moimi planami no ale nie wypadało odmówić. Poszłam. Wychowawczyni po omówieniu kalendarza szkolnego, dni odpracowywanych, świąt, wycieczek itd. poruszyła temat mundurków. Ja na szczęście nigdy nie byłam skazana na 'garniturek' - dzięki Bogu oczywiście. Dyskusja dotyczyła czy szkoła ma wycofać z życia ten pomysł. Po za i przeciw nastąpiło głosowanie. Trzy osoby na osiemnastu głosujących wyraziły chęć kontynuacji noszenia tych ciuszków. Na dodatek powiem może że byli to rodzice trzech nowych osób w klasie. Zastanawiam się tylko po co kiedykolwiek w czyjejś głowie pojawił się pomysł umundurowania polskiej młodzieży ? Szczególnie gimnazjum to okres kiedy młody człowiek tak bardzo potrzebuje pokazać swoją indywidualność. Nie chce być taki sam jak inni. Taka potrzeba wręcz w nim kipi i chce wybuchnąć. Przez mundurek niestety nie może. Szkolne ubranko zabija osobowość, oryginalność. Kiedy młody człowiek może się wyróżnić jak nie w okresie swojej młodości ? Noszenie mundurków na dodatek nie sprzyja nabywaniu umiejętności ubrania się stosownie do okazji i miejsca. Młodzież musi się tego koniecznie nauczyć bo przecież ich życie nie kończy się na dwudziestym którymś czerwca. Przecież pójdą kiedyś na wyższe uczelnie, zdobędą pracę. Oni potrzebują wiedzieć, że ulubiony ciuch nie zawsze można założyć wszędzie gdzie tego zapragną. Uczy to dorosłości i dojrzałości. Dlaczego w większości liceów nie wprowadzono mundurków ? Bo tam nie ma agresji ?? Agresja jest, była i będzie. Ubranie młodocianego bandyty w 'garniturek' nic nie da, diabełek jaki w nim siedzi nie przejdzie przez to na katolicyzm. Miało być słów kilka a wyszło kilkadziesiąt.. Dziękuję.
komentarze [0]

Takie proste , a takie niezrozumiałe >> wtorek, 19 sierpnia 2008 11:08:49
Och, jak ja potrafię się dostosowywać do sytuacji. Ach, jakie było trafne obsadzenie mnie kiedyś w roli Balladyny. Tak, dowiadujecie się w tej chwili okropnej rzeczy. Co gorsza: jest ona najzupełniej prawdziwa. Wiecie, ludzie zawsze postrzegają mnie inaczej - każdy ma inne zdanie na mój temat. Od kiedy pamiętam, zastanawiałam się nad tym w każdych okolicznościach, w każdym miejscu na świecie. Doszłam do wniosku, że nie ma innego wyjaśnienia: po prostu jestem perfidną żmiją, z dnia na dzień zmieniającą swój charakter. Bo jak wytłumaczyć to, że połowa moich znajomych ma mnie za sztywną kujonkę, a drugie pięćdziesiąt procent postrzega mnie jako bardzo otwartą, miłą osobę na luzie? Powiem z góry, że nie jestem ani jednym, ani drugim typem. Uczę się dobrze, owszem, ale nigdy nie próbowałam wykuć czegoś na pamięć. Jestem zawsze uśmiechniętą osobą, o tendencjach do publicznych zwierzeń, acz... Po prostu nie da się mnie tak jednoznacznie przypisać do jednej z tych, jakże odmiennych, grup. Nie wiem, za kogo Wy mnie macie, lecz myślę, że po piśmie widać choć trochę ten mój dziwny charakter. Kiedyś ktoś mi powiedział, że wszyscy, poza mną się zmieniają. Nic na to nie odpowiedziałam, bo miałam pełną świadomość tego, że ta osoba zna moją osobowość tylko w połowie. Ja już nie wiem, kim jestem. Po tej wycieczce jeszcze bardziej zmieniłam mniemanie na temat własnej osoby. To dziwne - jak ja. Czy to życie zawsze musi być takie okrutne?
komentarze [1]

Często zapominamy o takich osobach >> wtorek, 19 sierpnia 2008 11:07:57
Siedzi sobie na schodach w zwiewnej sukience. Patrzy na otaczający ją świat, myśli.Widzi to samo, co ja, czuje ten sam powiew wiatru. Z nostalgią spogląda na ludzi, szepczących do siebie czułe słowa. Próbuje coś wyłapać, lecz nic nie dociera do jej uszu. Dziewczyna pozbawiona jest jednego z najpiękniejszych ludzkich zmysłów. Przez całe życie musi odbierać wszystkie dialogi w inny sposób. W dodatku: jest niema, przez co posługuje się swoim własnym, unikatowym językiem gestów. Tak subtelnym, tak oryginalnym..., a tak smutnym.

Mężczyzna w średnim wieku idzie wolno chodnikiem. Trzyma w ręku smycz, do której przywiązany jest specjalnie wytresowany pies. Z punktu widzenia zwykłego przechodnia wygląda to bardzo normalnie - ot, taki sobie poranny spacerek u boku swojego pupila. Tak, lecz jeśli przyjrzy się temu obrazkowi bliżej, ujrzy się nieznane dotąd detale: mężczyzna nie widzi niczego, będącego w jego najbliższym otoczeniu, błądzi. Pies wskazuje mu drogę, prowadząc znanymi sobie ścieżkami.

W dzisiejszych czasach wielu ludzi pozbawionych jest zmysłów. Mimo towarzyszącym im trudnościom, nie wahają się ani chwili i uczą odkrywać świat na swój sposób. Często zapominamy o takich osobach, a czasami nawet nie chcemy znajdywać się w ich środowisku. Zamiast pomóc, wolimy zajmować się własnymi, błahszymi sprawami. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Może lepiej byłoby zatrzymać się, pomyśleć.Spróbować pomóc. Zastanówmy się, ludzie, czym jest wspólnota? Wiemy przecież,że należy się wspierać w każdej sytuacji. Czemu więc jesteśmy obojętni?Odpowiedzmy sobie, najlepiej według własnych przekonań. Dla dobra świata, po prostu.
komentarze [0]

Co było gdyby... >> środa, 23 lipica 2008 13:15:11
Jakby nie było bitwy pod Grunwaldem ? Nie było chrztu Polski ? Nie było powstania listopadowego ? Co by było gdyby Jan Paweł II nie został papieżem ? Takie pytania w mojej głowie ciągle się głębiom . Jeśli nie byłoby bitew , chrztu , powstań nie byłoby Polski , bylibyśmy ciągle w zaborach . Jeśli papież Jan Paweł II nie został papieżem nie byłoby pokoju na świecie , nie byłoby zgody między państwami i religiami . A jeśli człowiek pierwotny nie nauczył się rzemiosła nie mielibyśmy co jeść . A jeśli człowiek nie uczył by się nie miałby pojęcia o świecie . Więc zastanówmy się czy chcemy aby nie byłoby niektórych wydarzeń ? Przemyślmy kilka spraw i dajmy się ponieść fantazji .
komentarze [0]

Moda na smutek, >> czwartek, 29 maja 2008 18:54:28
bok mnie skupisko ludzi.

Różne przekroje, charaktery, zachowania, nastroje- wszystko rozumiem.
Ale czy panuje moda na zażalenie i niezadowolenie?

Wyobraźcie sobie kilka sytuacji. Fakty z życia wzięte.

Przechodzisz przez tłum krzycząc, jak bardzo boli cię wczorajsza, wycięta żyletką na brzuchu,

czy gdziekolwiek gwiazdka. Pocieszenie, zachwyt, podziw- chyba tego oczekiwałaś.

Ty nadal litujesz się nad sobą, ile Cię to kosztowało, co musiałaś zrobić, bo to nie lada wyczyn.

A niby dlaczego? Ostrze w rękę? Bo ty ostatnio taka zdołowana jesteś.

Chłopak, rodzice, te sprawy. Dorzućmy jeszcze szkołę. A może smutek na siłę?

Szukanie problemów i kłopotów?

Fajnie tak ponarzekać, zdobyć zainteresowanie.

Reszta landrynek- cały świat niedobry, obco nastawiony, a ty jedna załamana.

Nikt cię nie rozumie, nie chce- fajnie tak. Ponura mina, czarne krechy pod oczami, podarte spodnie, włosy na połowie twarzy [żeby nie było, nie mam nic przeciwko temu].

Spostrzegają cię jak pewną siebie, silną, lecz wyniszczoną dziewczynę. A no tak, i wrażliwą.

Pewnie każdy chce cię pocieszyć, dowiedzieć się czegoś.

Wzbudzasz zainteresowanie, każdy cię rozpoznaje. Coraz lepiej.

W najlepszej sytuacji jesteś, gdy złamał ci się paznokieć, bądź kupiłaś niepasujące buty.

Te spodnie tamtej to kompletny niewypał, świat chyba stanął na głowie.

Źle ułożone włosy- zepsuty humor. Zapomniałaś włożyć do kieszeni błyszczyka? To straszne.

Nie przesadzam. Też tak czasem mam, ale nie nałogowo i pierwszorzędnie.

Wokoło chcemy zwrócić na siebie problemami. Ja je mam, ty też- wiemy.

Tylko czy pokazywanie ich i konieczne wyszukiwanie na siłę to dobry sposób?

No ciekawe.

Czy myślisz, że wywoływanie skandali, roztrząsanie nad własną osobą i smutek w oczach to dobry sposób na życie?
komentarze [0]

Idealni. >> czwartek, 3 kwietnia 2008 17:08:50
"Idealni nie widziałem ich nigdy nie płakali żyli tylko na niby"

Bo któż jest ideałem? Przecież ideał nie istnieje. Można się łudzić że jest się chociaż troszkę podobnym do ideału lub łudzić się tym że on, nasz "ideał" jest naprawdę ideałem. Niestety kiedyś i tak stwierdzimy ze on czyli nasz ideał wcale nim nie był i nawet ani trochę go nie przypominał. A my? A my..hmm niedługo o tym zaczniemy wytykać sobie swoje wady lub w inny sposób odbiegać od ideału. Niektórzy z nas zdadzą sobie z tego sprawę. Inni nie. Ale czy ja właściwie o tym chciałam mówić? Bo ideał to ktoś taki doskonały. Ideał to ktoś przecudny w swej cudności. A w boskości najbardziej boski. Bo ideał to ktoś taki kto ze wszystkimi żyje w zgodzie. Nie wie co to kłótnia, nie zna słowa plota. Ideał nie przeklina, on używa słów wyrafinowanych, eleganckich. Ideał człowieka może nigdy nie zaznał biedy i zawsze pławił się w luksusach. Może nie takich luksusach materialnych. Raczej luksusach duchownych. Tak. Pławił się w luksusach swojej duszy. Bo ideał nie miał nigdy problemów, i jest to pewne że ich mieć nigdy też nie będzie. Bo ideał jest po prostu idealnie idealny. Zawsze dobry i uczynny. Taki słodki i miły że aż się rzygać chce. Ale to kwestia gustu. Ideał nigdy nikogo nie udaje. Nie umie? Nie chce? Kto wie. Mówi się tak dużo o ideałach. Ale przecież Ci idealni tyle tracą. Czy ideał kiedyś będzie nieszczęśliwie zakochany? Nie. Ideał nigdy nie przeżyłby czegoś tak smutnego co potrafi doszczętnie rozwalić zwykłego człowieka. Ideał nigdy nie zazna prawdziwego złego uczucia. A czy ideał kiedyś zasmakuje pełni życia? Nie. Idealni przecież nie robią rzeczy zwykłych. Idealni tak się nie zachowują. Oni robią normalne rzeczy. Znają ich skutek. Idealny nigdy nie spróbowałby zapewne mazać murów czy zdejmować tabliczki z płotów, przystanków. Idealny nigdy ie zasmakowałby prawdziwego życia. Idealny ktoś nigdy nie byłby skazany na porażkę. Nigdy nie musiałby podnosić się z same dołu, dna i nigdy nie zaznałby więc tej satysfakcji stawania na równe nogi i dawania sobie rady. Idealny ktoś nigdy by się nikomu nie postawi. Nie poczułby tej adrenaliny. Więc co tak naprawdę wybrać? Wiadomo każdy wybrałby inną drogę. Ja swoją już wybrałam. Chcę być nieidealna. Ideały nie są dla mnie. Zresztą, dziewczyna taka jak ja nigdy nie byłabym dziewczyną idealną, na idealnego człowieka też nie mam szans. Idealną córką nie jestem i nie będę. Dzieckiem i nastolatkiem idealnym też na pewno nie zostanę. Czy będę idealnym rodzicem? Zapewne nie. Bo ideały nie są dla mnie. Gdyby postawić człowieka idealnego obok mnie to można by to porównać do dwóch innych światów. Nawet w najmniejszej części nie przypominam kogoś idealnego. Po prostu nie chce. Bo ja chce zaznać prawdziwego życia i szczęścia. Chcę do wszystkiego dojść sama. Chce czasem popłakać i ponarzekać. Czasem chce się pokłócić i wyzwać. Mam czasem ochotę przyłożyć komuś w twarz. Pragnę zrobić coś innego, niezwykłego. Bo ja ideałów nienawidzę. Nie cierpię i nie znoszę. A w ogóle czy na świecie jest człowiek idealny? Oby nie! Przecież byłoby to coś strasznego. Takie chodzące idealne coś. Uh. Jeżeli jest ktoś idealny to tylko w najmniejszym czymś.Przynajmniej moim zdaniem. Można być tylko małą kopią idealności.

A ja ? Ja jestem IDEALNIE NIEIDEALNA.

Bo ja to kocham.
komentarze [0]

Na poprawę humoru >> wtorek, 4 marca 2008 17:11:24




Kiedy mam tzw. ‘doła’ najbardziej pomagają mi banany.

Wiem, wiem, trochę dziwne, ale tak już mam.

Większość dziewczyn mówi, że dla nich najlepsze są zakupy.

Hm…Możliwe. Mnie osobiście niewiele one pomagają.

Chociaż nie przeczę, przyjemnie jest kupić sobie coś ładnego,

ale niekoniecznie potrzebnego ;)

Zakupy są bardzo fajne, ale po tej całej ‘bieganinie’ po centrum handlowym

( bądź zwykłych butikach czy drogeriach) zły nastrój powraca.

Przynajmniej u mnie tak jest.

Innym znów pomaga czekolada. To 300 kalorii? Możliwe.

Innym rozmowa z bliskimi.

U mnie bywa tak, że to, co dla mnie jest problemem dla moich bliskich

jest błahostką i nie potrafią mi pomóc.

Spacer? Tak. Fajne sprawa, ale co jeśli pada?

Nie mam ochoty paradować po mieście z parasolką.

Nawiasem mówiąc nie lubię parasolek.

Tak więc co mi pozostaje? Banany! Mniam…
komentarze [1]

Mój Miś! >> wtorek, 4 marca 2008 16:49:24




W zeszłym roku dostałam od moich przyjaciółek, bardzo
fajnego misia- poduszkę.
Jest to taki fioletowy kotek.
Nadałam mu na imię Zbig.
No wiecie.. Ten Zbigniew dla przyjaciół Zbig xP
Bardzo sie do niego przywiązałam.
Wiem.. Jestem dziecinna. i co z tego!
Czasem nawet mówię do mojego Zbiga.
Że go kocham, ze jest moim mężem.
Bardziej się tak z tego nabijam.
Jest to mój ulubiony miś,
zawszę, codziennie na nim leżę,
udaję dziecko,
na wycieczki go biorę.
Żaden inny miś mojego Zbiga nie zastąpi!
I love Zbig!

Zbig, Grześ, Stasiu, Tintuś, Klakier..
Jakoś tak lubię nadawać przedmiotom i zwierzętom śmieszne imiona, nazwy.
Te imiona powyżej są to imiona min. rysunków, zwierzaków, misia..
komentarze [0]

Moje miejsce >> poniedziałek, 3 marca 2008 20:21:37


Nasz pokój.. wygląda różnie.
Nie kiedy zmienia się bardzo często
Coś w nim przestawiamy. Ale czasem
Wszystko stoi na swoim miejscu "nie ruszane"
Mój pokój. Od czasu do czasu się zmienia.
Teraz bardzo się zmienił.. Mam nowe meble
i łóżko, ale kolor ścian pozostaje taki sam
Mój pokój jest zielony tzn. kolor ścian jest taki.
Zresztą w wystroju też jest dużo zielonego i
jasnych kolorów ; beż, wanilia i inne..
Pokój musi wyglądać może nie koniecznie ładnie
Ale za to przytulnie. Tak żebyśmy z radością w nim
przebywali i żeby nasi goście dobrze się w nim czuli.
Myślę że pokój powinien mieć jasne kolory.
A nie takie ciemne , ponure. W tedy jest tak ciemno.
A po co zapalać światło? Lepiej zobaczyć jak świeci Słońce
komentarze [0]

Za wszelką cenę. >> poniedziałek, 3 marca 2008 20:14:40

Pomyślmy. Czy warto piąć się po szczeblach,
coraz wyżej i wyżej, nie zważając na innych?
Byle dojść do celu. Nawet po trupach. Jak najszybciej.
Jak najmniej włożyć w to wysiłku.
Prześlizgnąć się cudownym trafem na sam szczyt.
I cieszyć się, cieszyć, z tego, że znowu się udało,
że jesteśmy najlepsi. Mamy władzę.
Ale co z tego, skoro nie mamy z kim cieszyć się tą radością?
Wszystkich zostawiliśmy przecież daleko w tyle.
Nie dopuściliśmy do siebie nawet przyjaciół.
A dlaczego? Bo nie było czasu; bo była okazja,
którą trzeba było wykorzystać tu i teraz.
Na przyjaźń zawsze znajdzie się czas.
Prawdziwy przyjaciel zrozumie.
No niby tak, ale kiedy ignorujemy go całe życie,
to nie możemy myśleć, ze nagle przyleci
na nasze zawołanie, bo my właśnie
skończyliśmy się spełniać zawodowo.
Trzeba umieć to wszystko pogodzić.
Znaleźć czas dla rodziny, przyjaciół, pracy,
nauki i dla samego siebie.
Niełatwo jest się powstrzymać, kiedy widzimy,
że już tak mało nam brakuje do sukcesu.
Ale właśnie wtedy należy się rozejrzeć,
czy ktoś przypadkiem na nas nie czeka.
Tak szybko można pozbyć się znajomych,
tak ciężko ich później odzyskać.
Szkoda.

____________________________________________________

Nie wiem co mnie napadło. Jakoś tak dawno notki nie było...
Czy nie uważacie, że ten blog schodzi na psy?

komentarze [0]

Inne spojrzenie na miasto. >> sobota, 1 marca 2008 11:58:47
I dziś znów wycieczka po mieście.
Dziesiątki twarzy, miejsc zdarzeń.
Szare płyty chodnika.
Reklama masła w supermarkecie.
Co zapamiętałam? To, że gardło bolało mnie od dymu.
Dymu samochodów.
To że w aptece pani była bardzo miła.
Dziwnie przechadzać się tymi samymi uliczkami i spojrzeć na wszystko inaczej.
Klaksony samochodów, światła.
A ja chciałabym zamienić asfalt na trawnik.
I wszyscy jeździliby rowerami.
A światła zamienić na balony, które małe dzieci przebijałyby szpilkami.
Zamiast sklepów stworzyć tysiące, tysiące kawiarni.
Takich darmowych, dla wszystkich.
Jedno co zostało z dawnego krajobrazu to rzeka. ale jakaś taka smutna...
Brudna, martwa.
Jak daleko jeszcze się posuniemy?
Jak bardzo nasza ingerencja wpłynie na los natury?
Dlaczego w rzece nie ma ryb?
Dlaczego kamienie są szare? Szare... jak płyty chodnika.
A ludzie tacy smutni. Tacy smutni... zabiegani.
Z telefonem przy uchu, makijażem... toną makijażu.
Ludzie chcą się ukryć, chowają głowę... Nie przyznają się do tego, że to oni sami kładąc betonowe płyty zrzucili na siebie nieszczęście.
Bądźmy czasem ekologami.
Przez jeden dzień.
Tylko czasem...Chociaż czasem.
komentarze [0]

Wszyscy jesteśmy Pinokiami ! >> wtorek, 8 stycznia 2008 18:03:52


To pierwsza notka po Nowym Roku, w Styczniu i po moich urodzinach. Przemyślałam parę rzeczy, klika pozmieniam inne po dodaję. Wesołego Nowego Roku!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kiedy pinokio kłamał, jego nos się wydłużał i wydłużał. Każdy z nas zna ta opowieść. Ale czy zdajemy sobie sprawe, że wszyscy jesteśmy pinokiami?

Kałamstwo ma krótkie nogi, kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, no i wreszcie stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy pinokiami czyli kłamcami. Wszyscy z nas kłąmią. Nawet jeśli nie kłamiemy wprost to owijamy prawde w bawełne, nie mówimy czegoś w prost, troszke koloryzujemy dla dobra ogółu. We współczesnym świecie ciężko jest byc prawdomównym, nigdy nikogo nie okłamać. Wszyscy jesteśmy kłamcami, jednak nikt z nas nie zadaje się z osobami, które kłamią. Sami jesteśmy pinokiami ale innych pinokiów nie tolerujemy. Dlaczego tak jest? Czemu nie potrafimy współgrać z innymi kłamcami? Może dlatego, że dla nas nasze kłamstwo jest rzeczą oczywistą. Nie mówimy prawdy bo coś musimy zataić, bo do tego zmierzała sytuacja. Sami pojmujemy powage naszego kłamstwa ale czyjegoś nigdy nie zrozumiemy. Patrzymy z pogardą na innych ale sami nie potrafimy spojżeć na siebie tymi oczami. Wszyscy jesteśmy pinokiami. I nikt temu nie zaprzeczy. Dlatego zanim spojżymy na kogoś z pogardą, odrzuceniem, nienawiścią to nie dziwmy się, że ludzie również nam sie tym odwdzięczą ponieważ dla nich i my jesteśmy pinokiami.

Wszyscy bez wyjątku jesteśmy pinokiami. Każdy z nas kłamię. Nauczmy się patrzeć na ludzi jak na samego siebie. Ponieważ każda pogarda, odrzucenie, nienawiść kierowana do kłacy jest pogardą, odrzuceniem, nienawiścią kierowaną do naszej własnej osoby!
komentarze [3]

navigation

archives

2007
marzec (15)
kwiecień (5)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (5)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
marzec (5)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (2)
listopad (1)

2009
maj (1)

links

kasacekdoda-tkijaipapierowy-ksiezycbambioskatokiohotel41dodatki-nadiyicinderelladzikakatharsis-vampirelilly-szalonana-glebokiej-wodziefireangelwpogonizamarzeniamilovely-place

layout

Scarlett & f-d